Menu

Poradnia psychologiczno-pedagogiczna dla dorosłych

​Dlaczego niektórym dorosłym przydałaby się wizyta w poradni psychologiczno-pedagogicznej? Znam pewnego nauczyciela, od muzyki (bo jakże mógłby uczyć czegoś ambitniejszego), który miał córkę chorą na cukrzycę. Dziewczyna była mocno rozwydrzona, od najmłodszych lat zachowywała się tak, jakby pozjadała wszystkie rozumy, no ale... oczywiście, chore dziecko - oczko w głowie rodziców. Któregoś dnia pokłóciła się z koleżanką i w zasadzie nie wiadomo dlaczego wymyśliła sobie, że tamta śmieje się z jej cukrzycy. Faktem jest, ze ta druga nie wiedziała nawet, że rozpuszczona jak dziadowski bicz dziewczynka od najmłodszych lat na coś takiego choruje.

Do boju najpierw ruszyła ciocia, która krzyczała z balkonu "jak cię dorwę, to cię rozerwę", a potem tatuś z jakimś pasem wyleciał przed miechowski blok i zaczął nim wymachiwać, zupełnie jakby chciał pokazać światu jakim jest bossem. Nic dziwnego, że dziecko się przestraszyło i zaczęło uciekać. Tatuś nie dał za wygraną, przed blokiem spotkał inne dzieciaki, które łatwo przekonać kto jest czemu winny i zbuntować przeciwko konkretnej jednostce. No i ci, sięgnęli po patyki i zaczęli gonić przestraszoną 10-latkę. Któryś z nich wepchnął kija w szprychy i rower bach... przewrócił się. Zaczęła się walka. Na szczęście nie skończyło się to groźnie, tylko kilkoma siniakami, ale jakby na to nie patrzeć, to nie żadno z dzieciaków powinno skończyć na fotelu u psychologa, tylko pan nauczyciel od 7 boleści. Co to za pedagog, który nie umie wyjaśnić problemu, podejść z dystansem do sytuacji, tylko od razu biegnie z pasem do obcego dziecka... ?? Takich już dawno powinno nie być, a ten nadal pracuje, jako nauczyciel. I czego on niby może nauczyć?  

Redaktor w Agicor.pl